Pożółkła karta z historii folk rocka


Zaczynamy od Ashleya Hutchingsa z Albion Bandu - spytałem go kiedyś, czy istnieje jakiś prosty i niezawodny sposób, by odróżnić angielską piosenkę od szkockiej - powiedział, że i owszem. Szkockie są piękne i kunsztowne. Wygranie ich na dudach czy skrzypcach, wymaga nie lada wprawy. Angielskie są piękne i proste. Wystarczy, że raz taką melodię usłyszysz i już umiesz ją zagwizdać... Pewnie miał rację, bo musiały wpadać jego utwory w ucho, skoro Albion band był pierwszym rockowym zespołem, który w latach 70-tych grał w National Theatre i to przez dwa sezony...
 
Kiedyś, gdy w latach 80-tych, przemieszkiwałem w Londynie, spotkałem na jednym z koncertów Ashleya Hutchingsa, zwanego Tygrysem. Okazało się, że wkrótce powróci i będzie nagrywał nową płytę. Spotkaliśmy się znów i w tanich restauracyjkach, wiedliśmy ożywioną dysputę o początkach brytyjskiej muzyki młodzieżowej...
Nie wszystko spamiętałem, ale najważniejsza teza, jaką wówczas wygłosił Tygrys brzmiała, nikt nie miał pojęcia, w którą stronę to coś zmierza. Nie było nawet świadomości, czym to coś mogłoby być.

Każdy eksperymentował i nikt nie wiedział co to rock i jak brzmieć powinien. To błąd wielu komentatorów, którzy zakładają, że mieliśmy pojęcie o tym "dokąd zmierzamy" i konsekwentnie to robiliśmy. Tymczasem szukaliśmy po omacku.
Rolling Stonesi eksperymentowali z bluesem. Wystarczy posłuchać pierwszych pięciu albumów Fairport Convention, by zdać sobie sprawę, z kompletnego zagubienia w muzycznych realiach - czego tam nie ma i odwołania do poważki i jazz i muzyka popularna i ludowa... Fairport jednak wyewoluował w stronę folk-rocka. trzeba przyznać, że był jeśli nie pierwszym tego typu zespołem, to z pewnością najpoważniejszym.
Do dziś inspiruje, a takie szacowne magazyny jak amerykański Dirty Linnen, powstały z inicjatywy fanów FC i początkowo o nich jedynie pisały.
Ashley, który był jednym z założycieli FC, grał tam na basie, powiada, że w 1968 roku, gdy FC się zawiązywało, było zespołem folkowym i czerpało z rodzimych tradycji, ale Ashley jest Anglikiem i nie bardzo widział powód by sięgać po celtyckie inspiracje. Dlatego odszedł od FC i w roku następnym, założył Steeleye Span. Początkowo wszystko szło dobrze, ale i ta formacja sięgnęła o jigi i reele, więc Ashley znów odszedł i do trzech razy sztuka - założył w 1969 Albion Band, zwany też w różnych okresach twórczości, The Albion Dance Band, by nie było wątpliwości, co do pochodzenia i repertuaru. Te trzy zespoły, związane z Hutchingsem to trzy kamienie milowe na drodze do współczesnego, brytyjskiego folk rocka.

To jeden z najbardziej ":hippisowskich" numerów Fairport Convention. A co do tej blondynki, to była uznawana za najwspanialszy głos na Wyspach, wróżono jej wspaniałą karierę, ale tak nieszczęśliwie schodziła ze schodów, na jakiejś imprezie, że uderzając się w głowę, zeszła z tego świata...




i jeszcze jeden przykład talentu Sandy Denny. Po latach po tę pieśń sięgnie inna wspaniała wokalistka, Szkotka, Karen Matheson z Capercaillie. No i jasne, co tak denerwowało Ashleya, to nie było to, co Tygrys lubił najbardziej, szczerze mówiąc, nie lubił w ogóle...
 
Z jednej strony Topic Records, maleńka wytwórnia, w jednej z kamieniczek, na przedmieściach Londynu, do której wchodziło się po koślawych schodach, do kilku pokojów, które zawalone były longami i papierami, wytwórnia promująca artystów ludowych z UK i z Irlandii, z drugiej folk, który co prawda, czerpał z ludowizny, ale był konsekwencją rozwoju muzyki pop, muzyki młodzieżowej i bliżej mu do rocka niż do wiejskiego muzykowania. Fairport Convention to nie tylko zespół, to także środowisko muzyczne. Grali w nim i Ashley Hutchings, na basie, człowiek, który rozwinął tę myśl, w innych zespołach, grał na gitarze i śpiewał też i Richard Thompson.
 

Richard Thompson, jeden z największych poetów rocka, artysta kompletnie niezależny, związany z Fairport, śpiewał potem i z własnym zespołem i solo i z żoną Lindą. Po jego pieśń o motocyklu sięgniemy, opisując ten rozdział pieśni drogi... Co się jednak tyczy Ashleya Hutchingsa i jego kolejnych "wcieleń". Steeleye Span ze wspaniałym głosem Maddy Prior. Gdy zabrakło Sandy Denny, obie, z June Tabor mogły walczyć o miano królowej brytyjskiego folku. Śpiewały razem jako... Silly SIsters.

 
ale, Maddy Prior ze Steeleye Span to kawał porządnej muzyki. Grupa, zafascynowana przeszłością, sięgnęła po stare, ludowe tematy i tworzyła własne opowieści w tym duchu utrzymane. Często była "na dworze u brytyjskich monarchów"...
Coś na dowód tezy o kompletnym pomieszaniu gatunków i o szukaniu po omacku. Nie dość, że ludowe ballady opowiadające o dawnych dworach, to jeszcze "przenosiny tam" dosłowne...
 
No i mówiliśmy o dworach. Oto jeden z monarchów. Ta tradycja, jakoś bardziej kojarzy mi się z późniejszymi "odkryciami Wakemana i jego suitami historycznymi niż z muzyką ludową. Zresztą, wydaje się, że to wstęp do świata folk-metalu.
 
Tymczasem, choć też dworsko czasami, grywał Pentangle. To osobny rozdział w brytyjskim folku - formacja akustyczna i zupełnie inne środowisko. Fragment utworu z repertuaru tej formacji, był wykorzystany w Trójce, jako sygnał audycji "Folk- muzyka włóczęgów i poetów". Moglibyśmy przytoczyć tu takie dworskie tematy, albo i ludowe, ale sięgamy po największy przebój.
 
Co do środowiska to Bert Janish i John Renborn oraz znakomita śpiewaczka Jacqui McShee. Warto im poświęcić choćby jeszcze jeden archiwalny przykład grający:
 
No i jakoś w historii brytyjskiego folku, w tym momencie narracja skręca w kierunku formacji takich jak Incredible String Band - uznany, w jednej z książek o muzyce złego, za grupę współpracującą z szatanem. Może dziwić, ale i instrumentarium niebezpiecznie wiodące myśl na wschodnie manowce ( jak śpiewa SDM, cudne manowce) i grafika pełna symboli najróżniejszej wiary. Incredible String band, był doprawdy niesamowity w łączeniu Indii z bluesem i brytyjskim folkiem...
 
ale, wydaje mi się, że warto w tej historii zauważyć też np. Gryphona, który w tych czasach łaczył rock z elementami muzyki dawnej. W wielu przypadkach brzmiał doprawdy "rasowo". W wielu zaś rozwijał myśl, w kierunku rockowej progresji.
 
Po latach uznać go można, za jednego z pierwszych przedstawicieli rocka historycznego, wiodącego w kierunku późniejszego folk-metalu. Choć jeszcze w latach 70-tych nikt nie słyszał o takich dziwolągach. Już Gryphon brzmiał dziwnie... W 1970 roku, gdy odeszli z rockowo brzmiącego Mathusalem, John Terry i Wincott Gladwin założyli Amazing Blondel, psychodeliczno-folkowy zespół określany też mianem "medieval folk rock", choćby ze względu na instrumenty... To też kawałek historii i ważny element w tej układance i kolejny dowód na mieszanie folku, rocka i muzyki dawnej...
 
A tu już tylko krok do Jethro Tull, bo wszak formacja ta też zakorzeniona w latach 70-tych. Jakoś dziwnie nie mówi się o niej, gdy wspomina się poczatki folk-rocka. Głośno o niej, gdy mowa o rocku, ale przecież powstawała z tej samej muzycznej magmy, co reszta zespołów tego okresu i stworzyła własny świat muzyczny, który jednak pozostaje we wspólnej konstelacji gwiazd wczesnego brytyjskiego folk-rocka z odchyłem dworskim...
 
No i zupełnie na koniec waro byłoby wspomnieć o tak nielubianych przez Tygrysa, Celtach. Zarówno AlanStivell jak i np. Malicorne z Bretanii - to, mimo dzielącego ich Kanału, ta sama bajka. Tym razem jednak pominę ten wątek, stawiając kropkę, sięgam po nagranie Malicorne.
 
podpis:

mail:

komentarz:

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników. Polskie Radio S.A. nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Komentarze zawierające wulgaryzmy (art. 3 Ustawy o języku polskim z dnia 7 października 1999r.), będą usuwane.