Matematyka w służbie polityki
Na mojej ulicy są dwie budki z hot dogami. Przenośne. Sprzedawcy starają się tak postawić swoje budki, by każdy mieszkaniec mojej ulicy miał jak najbliżej do jego budki. Dynamika przestrzeni fazowej nieubłaganie pcha ich do środka, do jednego punktu. W efekcie klienci mają nie tyle równie blisko, co równie daleko do ulubionych hot dogów.
Pozornie sprzedawcy hot dogów zwiększają szanse na obsłużenie większej liczby klientów. Jednak w rzeczywistości nic takiego się nie dzieje.
Przestrzeń fazowa Poincarego wyznacza wszystkie możliwe położenia układu dwóch sprzedawców hot dogów. Jeśli odległość każdego z nich od początku ulicy opiszemy jako x i y, to gdy stworzymy wykres, na którym na osi 0X oznaczymy pozycję jednego sprzedawcy na osi 0Y drugiego to przestrzeń wyznaczona przez te dwie wartości będzie zawierać wszystkie możliwe położenia dynamicznego układu dwóch sprzedawców.
Z punktu widzenia smakoszy hot dogów najkorzystniejsze jest, by pierwszy sprzedawca postawił swoją budkę w ¼ odległości od rogu ulicy a drugi w ¾. Wówczas każdy miałby równą odległość do budek. Jednak w przestrzeni fazowej drugi sprzedawca ma teoretycznie więcej klientów niż pierwszy. Dlatego obaj starają się ustawić po środku ulicy. Teraz wszyscy mają równie daleko do hot dogów. A żaden ze sprzedawców wcale nie zwiększył liczby potencjalnych klientów.
Ustawienie się po środku ulicy powoduje, że każdy ze stałej liczby smakoszy hot dogów ma dalej do budki. Musi przejść połowę długości całej ulicy a nie tylko jedną czwartą, gdyby budki stały w ¼ i ¾ długości.
Te same mechanizmy obowiązują nie tylko sprzedawców hot dogów, ale także polityków. A dokładniej polityków, którzy nie znają pojęcia przestrzeni fazowej.
Jeżeli porównamy rozkład elektoratu do mojej ulicy a partie polityczne do sprzedawców hot dogów to oczywiste jest, że jedna z partii powinna ustawić się w jednej czwartej, a druga w trzech czwartych od prawej skrajności. Wtedy każda z nich „zagospodarowuje” równy elektorat. Po jednej czwartej z prawej i lewej strony jej „poglądów”. Usadowienie się bardziej na prawo od centrum nie oznacza wcale, że pozbawiamy się większości elektoratu. Wyborcy od skrajnej prawicy do prawicy mają tak samo blisko do naszej partii, co wyborcy od centrum do prawicy. Odpowiednio wyborcy od skrajnej lewicy do konkurencyjnej partii mają równie blisko co wyborcy od centrum do konkurencyjnej partii.
Błąd „liberałów” PIS polegał na tym, że nie rozumieli przestrzeni fazowej Poincarego. Prawicowa radykalizacja PiS powoduje, ze zyskuje on zwolenników. Przesuwanie się do centrum powoduje, że tym z prawej strony jest zwyczajnie dalej do „swoich” poglądów. A tym z lewej wcale nie jest bliżej. Są w równej odległości od centrum.
Dlaczego zatem Janusz Palikot próbuje „usadowić” się tak bardzo na lewo? Jego działanie powoduje, ze środek ulicy de facto przesuwa się w prawo. A jednocześnie zmniejsza się dystans od lewej do Palikota i od prawej do Palikota. Pojawienie się „Nowoczesnej Polski” polityka z Lublina oznacza, że z matematycznego punktu widzenia ów środek „ulicy” przesuwa się w prawą stronę. Czyli dla elektoratu PiS zostaje „,mniej miejsca”.
Jedno trzeba przyznać sztabom PO i PiS, że zrozumieli istotę przestrzeni fazowej Poincarego. Czy cokolwiek dobrego wyniknie z tego dla państwa? To już temat na zupełnie osobny artykuł.
Komentarze do artykułu (1)
-
1
27.01.2011 14:21
Hmm... Biorąc pod uwagę sprzedaż hot-dogów i polityków, to wydaje mi się, że w przestrzeń fazową wkrada się jednak determinowany chaos. Zwłaszcza, że każdy z zamieszczonych wyżej wniosków należy do pewnej dystrybucji w tejże przestrzeni. Ponieważ nasze "widzimisię" z reguły odpowiadające zasadzie, szczególnie w polityce, że obserwacja wpływa na wynik, można by pokusić się o dwa założenia.
Pierwsze jest takie, że na ulicy pojawia się dodatni wykładnik Lapunowa i w rozważania, na linii klient - sprzedawca hot-dogów, wkrada się chochlik, czyniący bieg gastronomicznych wydarzeń nieprzewidywalnymi.
Z drugiej strony, wpływając na obserwowaną przez nas przestrzeń, można zauważyć, że np. Palikot postrzega nas, obserwatorów, jako swoistą sobie przestrzeń fazową i wybierając sobie średnią różnych dystrybucji, ustawia się tak a nie inaczej - np. w lewo.
A czy wyniknie z tego coś dobrego dla państwa? Chyba zależy, który wymiar ich interesuje, a dokładniej, jakie stopnie swobody i wobec czego?
Pozdrawiam
Wojciech Andryszek
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników. Polskie Radio S.A. nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Komentarze zawierające wulgaryzmy (art. 3 Ustawy o języku polskim z dnia 7 października 1999r.), będą usuwane.