Miejsca prywatne.Komentarze (0)Uwielbiam Mariusza Szczygła za wszystko, a owo "wszystko" byłoby zbędną inwentaryzacją rzeczy oczywistych, ale z jednym nie mogę się w żaden sposób zgodzic... "Wrzenie Świata"? - nie, chapeaux bas..."Gotland"? - mistrzostwo świata. Jego czechofilstwo? - liga kosmiczna. No to o co chodzi? Ano o jeden niewinny wpis na blogu Mariusza pt: Jeśli mam polecac Warszawę. W swojej rekomendacji miejsc prywatnych Mariusz umieszcza tam pewną restaurację mieszczącą się na Powiślu, uzasadniając,że a/ ludzie tam sobie siedzą na plecach, b/ przypomina ona francuskie restauracyjki, oraz c/ mozna tam zjeśc rosół paryski, sardynki z marakują i małże św. Jakuba z czarnym risotto...Mariusz, błagam, nie rób mi tego, bo - jak mówią nasi ukochani sąsiedzi - po a/ tłoku tam NIGDY nie ma, wiem, bo widzę ten przybytek z okna, po b/francuskie restauracyjki mają inny zupełnie klimat, i po c/ rosół paryski i ta reszta to taka wizytówka polskiej kuchni, jak tapas w Wenecji, musaka w Barcelonie lub sznycel wiedeński w Nicei. Poza tym pisałam już o tym kilka/naście tygodni temu - owo cudo jest miejscem lansu i szpanu, stąd brak zasłon i duże witryny,aby paparazzi mieli jasnośc, czy w danej chwili jest w kogo wycelowac. I jeszcze jeden argument Szczygła - w tej knajpie zapomina się,że w Polsce był komunizm. Otóż nic właśnie, przy takim menu i zestawie spodziewanych gości podanych przez okna jak na talerzu tym bardziej pamiętam,że to jest odreagowanie, na zasadzie Scarlett O'Hary, która na pustym wypalonym polu Tary przysięgła sobie,że już nigdy nie będzie głodna, a dalszy ciąg, raczej - jej pociąg do bogactwa, już znamy. Jeśli zagraniczny turysta chce się poczuc inaczej, niż u siebie, to po co mu serwowac to, co doskonale zna? Chyba żeby pozbyc się kompleksu, że Polak nie potrafi... Dlatego ośmielam się polecac miejsca mniej znane,ale kulinarnie sprawdzone, gdzie można spróbowac pyzy jak z Różyca, śledzika z awanturką, galaretkę z nóżek / dodatek żelatyny lub drobiowych trucheł absolutnie zakazany!/, lub "ptifurków' ,czyli małych kanapeczek z domowymi pastami. Że co, że nie każdy musi lubic polską ciężką kuchnię, która przy sardynce z marakują brzmi prostacko? Hy hy, taka sardynka jest z pewnością równie kaloryczna, jak nasz śledzik, a i w kuchni portugalskiej jest powszechnym składnikiem menu niezamożnej części społeczeństwa. No ale portugalskiego! Dlatego jeśli mam polecac Powiśle, to owszem, jest co - BUW z cudnym ogrodem na dachu, Centrum Nauki Kopernik i kilka klubów w oryginalnych wnętrzach starych powiślańskich fabryk i zakładów, no i "Czułego Barbarzyńcę" - bo był pierwszy na ugorze. i jeszcze jedna moja prywatna rekomendacja - mój warzywniak pod domem; wprawdzie właściciel o wyglądzie podejrzanym, dużej powierzchni tatuaży i nie mówiący trzynastozgłoskowcem,ale ma najlepsze lobo i cortlandy / ciekawe, czy szef kuchni owego Mariuszowego cudu knajpowego wie,co to za dziwa?.../, a do swojej córki pracujacej w sklepie mówi: - Córcia, jak Ty ładnie dziś wyglądasz!... Acha, jakby co, to u niego też można płacic kartą.
Więcej »Komentarze (0)