Program 1... pod każdym względem

SYGNAŁY DNIA


Naruszona tradycja

08.06.2006 07:15

Donald Tusk

Rozmawiał Krzysztof Grzesiowski

Krzysztof Grzesiowski: Przewodniczący Platformy Obywatelskiej Donald Tusk jest dziś naszym gościem. Dzień dobry, panie pośle.

Donald Tusk:
Dzień dobry.

K.G.: Dzisiejsza Gazeta Wyborcza pisze: „Z inicjatywy Konwentu Seniorów Sejmu na polecenie Prokuratury Krajowej w całej Polsce prokuratorzy zbierają dane o śledztwach i dochodzeniach dotyczących mediów w latach 1990-2006. W najbliższych dniach spłyną do Warszawy listy z wykazami redakcji, które odmawiają publikowania sprostowań, mają procesy o zniesławienie, mają tajemnice w dziennikarskich śledztwach, mają też być prywatne, nie związane z wykonywaniem zawodu”. Czy pan coś wie o tym?

D.T.:
Nie. To właśnie też dowiedziałem się, jadąc tutaj do państwa...

K.G.: „Z inicjatywy Konwentu Seniorów Sejmu”.

D.T.:
Po pierwsze wydaje mi się to jakimś nieporozumieniem, bo Konwent Seniorów to jest zbiór wszystkich przedstawicieli klubów, którzy spotykają się po to, żeby ustalić, jaki jest porządek obrad Sejmu. I mam taką nadzieję, że ci, którzy spotykają się na Konwencie Seniorów, nie zamieniają Konwentu Seniorów w kolejną komisję śledczą i to w dodatku taką, która ma pomóc PiS-owi w paraliżowaniu niezależności mediów, bo to byłaby rzeczywiście decyzja skandaliczna. Ale mogę się zobowiązać do tego, że już kilka minut po wyjściu ze studia będę dzwonił i dzisiaj sprawę wyjaśnię, przynajmniej jeśli chodzi o uczestnictwo przedstawiciela Platformy w Konwencie Seniorów.

K.G.: Panie pośle, dlaczego pan, a właściwie partia, klub zdecydował o wycofaniu wniosku o odwołanie marszałka Sejmu Marka Jurka?

D.T.:
Mam nadzieję, że ten swoisty znak pokoju spowoduje, że pan marszałek Marek Jurek zrozumie, że mamy wobec niego oczekiwania, tak jak chyba większość posłów niezależnie od klubu parlamentarnego, że będzie marszałkiem izby, a nie marszałkiem desygnowanym wyłącznie przez Prawo i Sprawiedliwość. Bo te nasze zastrzeżenia (i one pozostają póki co aktualne) polegają na tym, że inaczej niż w wielu cywilizowanych krajach nasz marszałek Sejmu z reguły trzyma stronę swojej partii politycznej. A głównym zadaniem marszałka Sejmu tak naprawdę jest takie pilnowanie reguł, zasad regulaminu Sejmu, żeby słabsi mieli równe prawa i mieli ochronę w osobie marszałka Sejmu przed większością. I uważam, że czasami lepiej pokazać, że ma się dobrą wolę, dlatego wycofaliśmy swój wniosek, bo to bywa czasami mocniejszym sygnałem niż kolejna kłótnia i kolejna bitwa.

K.G.: Ale czy we wniosku Platformy było napisane, że marszałek Marek Jurek złamał prawo?

D.T.:
Nie, myśmy nie kierowali do prokuratury wniosku przeciwko marszałkowi Jurkowi. Nie ma problemu łamania prawa. Jest problem łamania obyczaju i zasad. Od marszałka Sejmu oczekujemy nie tylko, żeby postępował zgodnie z prawem. Gdyby jeszcze marszałek Sejmu miał być przestępcą, to w ogóle polska polityka byłaby już kompromitująca.

K.G.: Prawo w rozumieniu regulamin Sejmu. Czy w styczniu złamał regulamin Sejmu marszałek Jurek?

D.T.:
Naruszył ducha regulaminu Sejmu i naruszył ten podstawowy obyczaj, taki zupełnie fundamentalny obyczaj – że marszałka Sejmu wszyscy wybieramy po to, aby chronił równych praw każdego posła, a nie reprezentował polityczny interes największej partii. I to jest główne zastrzeżenie.

K.G.: A czy oba te gesty, czyli Prawa i Sprawiedliwości (który to klub wycofuje wniosek o odwołanie wicemarszałka Olejniczaka) i Platformy, a także SLD w sprawie wniosku dotyczącego marszałka Marka Jurka, to nie jest przypadkiem tworzenie takiego wrażenia, że opozycja z koalicją walczą, ale jeśli chodzi o sprawy personalne, to się dogadują między sobą?

D.T.:
Wiadomo było, że i tak nie byłoby takiej siły, która by odwołała marszałka Jurka.

K.G.: Ale już w przypadku wicemarszałka Olejniczaka mogło być różnie.

D.T.:
Tak, ale ja nie wnosiłem nic w sprawie pana marszałka Olejniczaka. Nie mam zresztą żadnych zastrzeżeń czy większych zastrzeżeń do jego funkcjonowania jako wicemarszałka. Natomiast de facto skończyłoby się prawdopodobnie tylko na debacie, gdzie po raz kolejny padłyby bardzo ciężkie słowa, doszłoby do kolejnych emocji. I ja sam – mimo różnych głosów w tej sprawie, także w samej Platformie – bardzo gorąco namawiam do tego, że jeśli jest okazja, aby szczególnie wtedy, kiedy jest debata na tym posiedzeniu o służbie zdrowia, kiedy jest bardzo gorący problem podatków, szczególnie tych obciążeń, które szykują się, większych obciążeń dla artystów, dziennikarzy, naukowców, dzisiaj będzie być może protest nauczycieli, to gdyby Sejm znowu pół dnia miał mówić o własnych wewnętrznych sprawach, to byłoby chyba wstyd.

K.G.: Skoro pan już o tym wspomniał, rozumiem z pana słów, że Platforma nie poprze propozycji pani wicepremier Zyty Gilowskiej odebrania twórcom możliwości naliczania 50% kosztów uzyskania przychodu.

D.T.:
W żadnym przypadku. I tu jednym zdaniem trzeba wyjaśnić – bo obawiam się, że twórcy będą kolejnym obiektem ataku tego rządu po lekarzach i po prawnikach – trzeba ludziom bardzo precyzyjnie wyjaśnić: twórcy mają pewną ulgę podatkową dlatego, że muszą bardzo dużo czasu, często pieniędzy zainwestować w to, żeby ich dzieło w ogóle mogło być sprzedane. I jeśli dobrze pamiętam, to jeszcze chyba autorem tego pomysłu, aby twórcy mieli tę ulgę podatkową, był Boy-Żeleński przed wojną. I nawet komuniści nie odważyli się, mimo że z reguły byli w konflikcie z niezależnymi twórcami, tego oczywistego przywileju odbierać. Mam wielki żal do pani Zyty Gilowskiej, że narusza tę bardzo dobrą polską tradycję, mimo że obiecała, że będzie obniżała podatki, a nie nakładała kolejne ciężary.

K.G.: Profesor Gilowska mówi, że to jest ewenement we współczesnym świecie owe 50% koszty uzyskania przychodu i zapewnia, że wszystkie pieniądze, które zgarnie fiskus zostaną zwrócone natychmiast szkołom (...) i instytucjom kultury. To złe wyjście?

D.T.:
Ewenementem w świecie cywilizowanym jest rząd, który codziennie mówi o tym, że uprości i obniży podatki, a następnie po tych obietnicach podejmuje zupełnie inne decyzje. I dlatego dziwię się takiej nieprawdziwej argumentacji, bo Polacy oczekiwali, szczególnie od pani profesor Zyty Gilowskiej, raczej determinacji i twardości, aby mimo złej koalicji właśnie ta osoba, ten polityk, minister finansów dążył do tego, żeby podatki w Polsce były niższe i prostsze. Niestety, dzisiaj muszę z przykrością stwierdzić, że pani profesor Zyta Gilowska – podobnie jak wielu ministrów tego rządu – bardzo pięknie mówi, bardzo wiele rzeczy obiecuje, a później decyzje są przeciw ludziom.

K.G.: A czy to, co mówił wczoraj profesor Zbigniew Religa na sali sejmowej to według pana też obietnice, czy to jest jednak konkretna propozycja naprawy sytuacji w służbie zdrowia?

D.T.:
Ona jest konkretna, ale jak zawsze odsunięta w czasie. Ja się nie dziwię wściekłości lekarzy. Zobaczymy, jak bardzo szybko podobna złość ogarnie nauczycieli, bo ile można słuchać o tym, co będzie w roku 2011 czy w 2009? Bo wynagrodzenia odbiera się w następnym miesiącu, na początku lipca będzie się odbierało kolejną pensję i nie myśli się o tym, ile się będzie zarabiało w 2009. Dlatego ta wczorajsza debata o służbie zdrowia pokazała jeszcze raz, że ta wściekłość polskich lekarzy, polskich pielęgniarek na rząd, który naobiecywał złote góry, a jeszcze więcej złota dla lekarzy obiecywał PiS w kampanii wyborczej, że rzeczywiście w słowach ten rząd jest bardzo mocny, ale ludzie na końcu liczą swoje złotówki, a nie obietnice.

K.G.: Panie pośle, co jest z tym pomysłem, to pana pomysł był ruchu społecznego niezadowolonych z koalicji (to bodaj trzy tygodnie temu pan coś takiego przedstawił), a podobno ludzie z Platformy w tzw. terenie nie bardzo wiedzą, co z tym fantem zrobić?

D.T.:
Bo to nie jest takie proste, oczywiście.

K.G.: Może nikt im nie podpowiedział, jak mają się zachowywać, jeśli ktoś do nich przychodzi i byłby zainteresowany udziałem w czymś takim.

D.T.:
Sam fakt, że do Platformy dzisiaj przychodzą i to z całej Polski ludzie z bardzo różnymi swoimi problemami, między innymi dotyczy to tematu, o którym przed chwilą mówiliśmy, czyli twórców, jeśli chodzi o zagrożenie dla ich wynagrodzeń, mi daje nadzieję, że ci, którzy mieli to dobrze zrozumieć, zrozumieli, znaczy ci wszyscy, którzy nie chcą działać politycznie, nie chcą być w partiach politycznych, ale mają swoje marzenia, swoje interesy i swoją złość na te władze, wiedzą już dzisiaj, że Platforma czasami z lepszym, czasami z gorszym skutkiem jest po to, żeby im pomóc. Tak jak zapowiedziałem, do końca lata w każdej polskiej gminie będzie pełnomocnik, który będzie prowadził taką ewidencję problemów i zagrożeń wynikających ze złej władzy, wynikających z tego, co ta koalicja chce robić przeciwko ludziom. I każdy, kto będzie czuł się zagrożony w swoich uprawnieniach i w swoich interesach przez tą władzę, na pomoc Platformy będzie mógł liczyć i w skali ogólnopolskiej na poziomie swojego miasta czy swojej wsi.

K.G.: A kiedy poznamy nazwiska pana zastępców w partii?

D.T.:
24 czerwca zbiera się Rada...

K.G.: I to termin pierwotny?

D.T.:
Nie ukrywałem wczoraj na posiedzeniu klubu, że tak wiele, co ciekawe, posłanek i posłów prosiło o to, żeby nie organizować Rady Krajowej Platformy wtedy, kiedy gra Polska, wtedy, kiedy rozpoczynają się Mistrzostwa Świata, a ponieważ sam jestem zagorzałym kibicem, więc zrozumiałem to i dlatego 24 czerwca to okazał się termin bardzo dogodny dla wszystkich działaczy Platformy. Niektórzy się wybiorą i tego dnia dokonają tych wyborów.

K.G.: No tak, ale gorzej będzie dla Platformy, a lepiej dla nas, Polaków, jeśli nasi zawodnicy pójdą dalej, to wtedy termin 24 może być nieaktualny.

D.T.:
Ale z tego, co pamiętam, akurat tego dnia byśmy nie grali.

K.G.: Zna pan na pewno te komentarze dotyczące przyszłości obecnego sekretarza generalnego Grzegorza Schetyny, że jeśli pozostanie dalej sekretarzem generalnym partii, to wtedy Jan Rokita nie będzie chciał pełnić żadnych funkcji w Platformie Obywatelskiej. To taki protest.

D.T.:
Zobaczymy, już niejeden raz słyszałem od polityków, nie tylko Platformy, różne takie pohukiwania, a tak naprawdę jak przychodzi co do czego, to w Platformie ludzie zabierają się do roboty i potrafią ze sobą współpracować nawet wtedy, kiedy się nie lubią, bo to jest już tak duża partia (mówię o Platformie), że nie wszyscy mogą się kochać. I dobrze, bo to nie chodzi przecież o sympatie. To nie jest prywatka, to jest poważna działalność publiczna. A ja wyegzekwuję od wszystkich taką zdolność do współpracy. I proszę być spokojnym, Jan Rokita także będzie współpracował z nową władzą w Platformie.

K.G.: Dziękuję bardzo za rozmowę. Przewodniczący Platformy Obywatelskiej Donald Tusk, gość Sygnałów Dnia.

D.T.:
Dziękuję.

J.M.

polecamy: