I ODCINEK RADIOPOWIEŚCI "W JEZIORANACH"

Wersja audio -
plik dźwiękowy MP3 -
Pobierz (13Mb)
Autorzy scenariusza: Zofia Posmysz-Piasecka i Władysław Milczarek
Reżyser: Bronisław Dardziński
Obsada:
Listonosz Wiktor Kania – Janusz Paluszkiewicz
Dziadek Mateusz Jabłoński – Kazimierz Opaliński
Maria Jabłońska – Maria Żabczyńska
Stefan Jabłoński – Zygmunt Kęstowicz
Edek Jabłoński – Bogumił Kłodkowski
Bolek Jabłoński – Piotr Fronczewski
Janka Jabłońska – Hanna Stankówna
Hanka Świerkówna – Maria Paluszkiewicz
Data nagrania: 20.05.1960
Data pierwszej emisji: 29.05.1960
Listonosz Kania - No, to mamy i my swoją powieść
: my znaczy się ludzie jeziorańscy, a swoją, bo
w Jezioranach. Jeziorany, jakby ktoś pytał, to
taka wieś, gdzie się urodziłem i gdzie żyję nie
najgorzej, można powiedzieć, choć jakby lepiej
było, też by nie było źle. Ciekawi was pewnie,
kto to taki ten, co gada zamiast żeby się już
te osoby z powieści przedstawiały. Tak wam powiem,
że i ja do tych osób z powieści przynależę. To
zaś, że gadam na początku, to dlatego, że Polskie
Radio tak mnie uhonorować chciało za to niby,
że przeze mnie nasza wieś na tą- jak to się mówi
- antenę dostała. Ja zaś wam powiem, że nie tak
znowu bardzo przeze mnie, jak... przez zazdrość.
Zazdrość - powiadają ludzie nabożni - uczucie
niepiękne, ba grzeszne. Przez ten jeden grzech
za wszystkich głównych i nie głównych grzechów,
ja, Wiktor Kania, od małości byłem największy
grzesznik z całych Jezioranach a może i okolicy.
Zazdrość dusiła Mnie okropna najpierw o ... gołębie,
potem...O dziewczyny, teraz zaś , że to mi lata
minęły i Jedna noga jakby trochę do ziemi nie
dostaje, Zrobiłem się zazdrosny o co innego, zaraz
wam powiem o co. W starodawnych czasach to byli
tacy Rycerze, co to po świecie błądzili. Wędrował
ci taki na koniu i sławił swoją pannę, a te panny
to przeważnie dulcyneje się nazywały. U nas w
Jezioranach, przed wojną, chłopaki też mieli swoje
Dylcyneje i ja sam pamiętam jak my im pod oknami
sobotniemi wieczorami śpiewali :
" Dulcynejo, księżyc śpi, Dulcyneo, otwórz
drzwi".
No więc, wędrował taki durak i darł się :
" Dulcyneja, dziewica najpiękniejsza"
, a kiedy napotkał takiego co mu się sprzeciwił,
to hulaj na niego, z taką tyką niby, tyle że żelazną.
No więc, żeby do rzeczy przejść : jak ci rycerze
o sławę swoich dulcynei zazdrośni byli, tak jak
ja o... Jeziorany.
Idę przez wieś, torba z listami przy boku, bo
to ja listonoszem jestem, znaczy się doręczycielem
po urzędowemu, idę, rower prowadzę. Jak słońce
mocniej przyświeci, lubię tak sobie iść, choć
mi to nie najłatwiej z moją nogą, co do ziemi
nie bardzo dostaje. Idę główną ulicą, nie szosą,
bo ta przelatuje trochę z boku, a po obu stronach
tej drogi są płoty, ogródki, sady i domy. Jedne
szczytem do drogi ustawione, drugie frontem, jedne
pod dachówką, drugie pod blachą a są i pod strzechami
- ale wszystkie jakoś do siebie podobne. Nie ma
wielkiej różnicy, kiedy się patrzy tak z wierzchu.
Dopiero w środku, o, w środku rozmaicie bywa.
Idę więc ja, w okna zaglądam i myślę : żebym to
ja, Wiktor Kania, potrafił tak jak nie potrafię,
opisałbym naszą wieś Jeziorany. Że w tych Jezioranach
największe jezioro krowa przejdzie i nie zamoczy
brzucha, to i co? Odkąd życie - ja wiecie, że
to także gazety i książki roznoszę, lubię sobie
i sam poczytać jak tylko czasu dopadnę - a no
więc, odkąd życie wyszło z wody ileś tam tysięcy
lat temu, ci co książki układają o ludziach piszą.
A ludzie u nas ? Ho, ho! Niejedna rodzina Matysiaków
by się u nas znalazła. No i zabiłem sobie koła
w łeb. Napisałem do radia. Żeby co z tego miało
wyjść, to po prawdzie nie myślałem, chociaż napisałem
ten list taktycznie, to znaczy się tak, żeby się
redaktorom z radia spodobało. "Jest taka
wieś Jeziorany - było w tym moim liście - nie
duża ale i nie najmniejsza, 120 numerów, laskiem
z jednej strony obrębiona, a życie w niej, no
cóż, jak to życie, ciekawe jakby kto pytał, a
ludzie choć tacy niby jak gdzie indziej, a nie
tacy. Warci opisania tak jak ci wasi Matysiakowie
z Warszawy. Można się przekonać. Wystarczy wejść
do domu, pierwszego z kraju przy tej szerokiej
drodze, co przez wieś prowadzi. Trafić łatwo,
wysokie topole przy nim rosną. Akurat mam list
do tej Janki, pisze do niej taki jeden z Wrocławia.
Janka to jedyna córka wdowy, Anieli Jabłońskiej,
gospodyni tego domu. A jest tam jeszcze Stefek
- najstarszy syn, wyręka wdowy w gospodarce :
młodszy Edek - muzykant i najmłodszy Bolek, a
także dziadek Mateusz - teść.
/Inny plan akustyczny. Izba. Dziewczęta : Janka
i Hela pakują walizkę. Nastrój podniecenia. Próby
rozładowania go przez dziadka Mateusza.?
Janka - Jeszcze fartuch...
Hela - Cóżeś ty , znowu... z fartuchem? Krowy
myślisz w mieście oporządzać ?
Janka - Prawda, sama nie wiem co robię...
Hela - Śpiesz się. I wyrywajmy, bo nas kto złapie.
Janka - Nie poganiaj. Kino się dopiero zaczęło.
Nie tak prędko się wrócą. O Jezusie, alem się
pozdrowiła w łokieć. Sweter chyba potrzebny?
Hela /ciekawie/ To i Stefek się ruszył?
Janka - Acha...
Hela /z przekąsem/ Ciekawe... Co też mu się stało?
Janka - Moja partonka się widać przyczyniła.
Przysłała nauczycielkę.
Hela - Tę od Janiaków? Z niż poszedł?
Janka - Nie... Co ci w głowie? Ale mu tyle naopowiadała
Jaki to ładny film...
/ w sieni słychać kaszel /
Hela - O rany, ktoś idzie !
Janka - Nie ma strachu. Dziadek. /niecierpliwie/
Pomogłabyś mi zamiast się przyglądać.
Hela - Ja? Co ja mogę?
Janka - Układaj we walizce, ja będę wyjmować
z szafy. Pójdzie prędzej.
/ kaszląc wchodzi dziadek Mateusz /
Dziadek - Co za tabaki, żeby ich w smole taplali
! Lisa z jamy by tym wykurzył.
Oho, dziewuchy wędrować się wybrały?
Janka - Dziadek przecie wie...
Dziadek - A wie, wie, że ci okropnie za próg
pilno.
Hela - Dość, jeśli chcesz wiedzieć . Nie zamknie
się.
Janka - To jeszcze muszę siatkę... Święta Tereso,
gdzie się podziała?
następna strona >>