I ODCINEK RADIOPOWIEŚCI "W JEZIORANACH"

Hela - Ale się grzebiesz, jeśli chcesz wiedzieć...
Dziadek - No i gdzie to, Do Ameryki, na Saksy

Janka - Do Heli jadę dziadku. Robota się jaka znajdzie...

Dziadek - A to to to to... Dziesięć posad do wyboru i muzyka wojskowa marsza rżnie. Brać, wybierać,przebierać...Oj, żebyś ty tylko nie wybrała tej jednej , dziewucho, jak Wanda Jamrozówna.

Janka - Co też dziadek ! Nie każda tak musi !

Dziadek - No, daj sobie pozór, to ci powiadam, pozór sobie Daj. Nie będzie tam matki , ani brata...

Hela /autorytatywnie/ Na nas czas, jeśli chcesz wiedzieć !

Dziadek /zjadliwie/ A koleżanki? To wiesz , co? Tyle co z diabłem w spółkę wejść.

Hela /oburzona/ Wy do mnie, dziadku, co cierpicie? To jeśli chcecie wiedzieć, całkiem bez dania racji. Pisze Janka, że chce do miasta, żeby jej pomóc...

Dziadek /przedrzeźniając? Pomóc...pomóc... Zmiastowałaś się, toś i pewnie zapomniała " jak to kozie pomagali aż jej ogon urwali" ?

Janka /do Heli? Już, już, Hela, jeszcze tylko pieniądze wezmę...

Dziadek - A wiesz ty Janka, czemu to twojego stryjka Józefa "negusem" nazywają? Ano, przez takich pomagierów, jak ta tu " nie rak nie ryba durak kandyba"...

Hela /mrucząc/ Nie wiadomo kto większa kandyba...

Dziadek - Jak Włochy na Abisynię napadły, dobrało się U nas takich pięciu głupków i namówili Józka, Żeby tam się przekraść, wrzepią makaroniarzomI obronią negusa, niby tego króla. Nawojowali się Ale ze strażą, na granicy. Szczęściem, bo to głupi Ma szczęście, że ich do kryminału nie wsadzili. Ale potem... Nie śmiej pokazać się na wsi! Dzieciaki hurmem za niemi, a wrzeszczą : "Negus Negus ! Do Abisynii, na świni! Na świni! Do Abisynii!" I został negusem. Może i przez to z Jezioran wywędrował.

Janka - Lublin, nie Abisynia. I negusów tam żadnych nie ma. A jakby miało nie być tak jak trzeba, to nie znam to drogi? Niech mnie tylko dziadek przed mamą wybroni...

Hela /z najwyższą niecierpliwością/ Jeśli chcesz Wiedzieć, już najwyższy czas.

Janka - Dobra. Chodźmy. Pójdziemy miedzami, będzie prędzej. Do widzenia, dziadku, zostańcie zdrowi.

/ wołanie z podwórza/

Matka - Janka, Janka ! Kury jeszcze nie wypuszczone !

Janka - Jezusie Maryjo, mama!

/ szybkie kroki w sieni /

Dziadek - A to to to to ... Nie rak, nie ryba... Walizka pod łóżko, a prędko !

/ odgłosy zamieszania /

Matka /wchodząc od drzwi/ Coś ty tak zamarudziła, dziewczyno ? Trawa dla świń nie posiekana ! zabraknie mnie chwilę, a już... A to - kto? Hela? Ledwom poznała. Niech ojciec przekręci światło.

Janka /niepewnie/ To... kina... nie było?

Matka - Popsuło się co, przerwali. Nie chciało mi się Czekać, aż naprawią. /ze zdumieniem/ Cóżeś ty się tak raptem wystroiła ? Kawalerów się spodziewasz, w piątek?

Janka /z nagłą determinacją/ Nie. Jadę. Z Helą.

Matka - Z Helą? Do Lublina? A tam co, tak ni stąd ni zowąd? Wesele, chrzciny, pogrzeb?

Janka - Niech mnie mama nie rozpytuje. PKS ucieknie. Hela, idziemy.

Hela /usiłuje nadrabiać pewnością/ No to do widzenia, jeśli tak.

Matka /jeszcze nie rozumiejąc/ Co ty Janka, szast-prast i jedziesz? Prać miałaś jutro, pralka
zamówiona. Na mnie się nie oglądaj, ziemniaki na mnie czekają.

Hela - Rób co chcesz, Janka. Ja muszę iść. PKS już słychać.

Dziadek /imituje okrzyk wojskowy/ Zdrowie żełajem wasze Błagorodoje. /do siebie/ Krzyż na drogę.

/ Hela wychodzi, odzywa się z podwórza zajadłe szczekanie /

Janka /krzyczy/ Czekaj! Idę! Niech mnie mama puści!

Matka /twardo/ Nie. Nigdzie nie pojedziesz. Nie wiem, co za sekrety z nią macie, ale bez mojej wiedzy kroku nie zrobisz.

Janka /wybucha płaczem/ Ja i tak pojadę ! Nie dziś, to jutro a pojadę ! Żebyście nie wiem co !
Nie będę tu, za nic nie będę !

Matka /dopiero pojmując/ Aaa, to tak... Toś ty nie Przejechać się chciała, a uciec... /pauza/
Doczekałam się... jeszcze i tego /pauza/ A dziadek widzi i nic.

Dziadek /zdenerwowany/ A to to to to ! Miałem akuratdo Michała lecieć.

Matka - Niby po co do Michała?

Dziadek - Żeby w sygnaturkę na gwałt dzwonił...

Matka - Pewnie. Ojcu śmiechy w głowie. Ojcu to nic. zachciało się Jańci jechać, niech jedzie, choćby na zgubę.

Dziadek - " Durak nie ryba". O, niech to diaski ! Dobrała się do mnie.

Matka - Ładnieś mi to Janka zrobiła, nie ma co. Będzie mieć wieś o czym gadać.

Janka /płacząc/ Niech gadają. Trzeba mnie było nie trzymać. Inni ojcowie sami dzieci wyprawiają, a tu siedź, jak niewolnica !

Matka - Żebyś ty innej niewoli nie zaznała...

/ wchodzi Stefan /

Stefan - Dziadostwo, cholera ! Zaczęło się tak dość ładnie, i oddaj piesku kość, obejdź się smakiem. Nie dość , że przyjedzie raz na pół roku, to się jeszcze psuje. I te mechaniki też majowe, naprawić nie potrafią. Ciekawy jestem, jak to szło dalej? Podobało się mamie?

/ pauza /

A co tu tak pogrzebowo? Janka się maże...O co? Sukni nie ma na zielone świątki?

/ pauza ?


<< poprzednia strona || następna strona >>