Wiele kredytów do spłacenia. Pomoże upadłość konsumencka?
Wiesław Molak: W studiu Grzegorz Leśniak z firmy Profit Doradcy Finansowi i od razu telefony od państwa.
Słuchacz:
Dzwonię w sprawie upadłości konsumenckiej. Słyszałem o czymś takim, ale nie wiem dokładnie, jak to się odbywa, nie wiem, czy mnie to dotyczy. Problem mój jest następujący: mam kilka niespłaconych kredytów, w tym ten największy – kredyt hipoteczny. Bank powoli siada mi na mojej pensji, miałem już u siebie komornika i nie wiem, mówiąc szczerze, co ja mam dalej robić. Czy taka upadłość konsumencka dotyczy także mnie?
Słuchaczka:
Ja dzwonię w imieniu mojej babci. Ona jest po siedemdziesiątce i ma niecałe tysiąc złotych emerytury. Oczywiście nabrała kredytów i jako starszy człowiek uwierzyła, że bez oprocentowania, bez żyrantów, no a co do spłaty, to różnie to bywa, bo tych kredytów okazało się dziesięć. No i czy w tej sytuacji to moja babcia jest winna? No bo chyba banki powinny sprawdzać, czy babcia już wcześniej pożyczała pieniądze od innych i czy stać ją w ogóle na tę spłatę.
H.S.: Pierwszy problem naszego słuchacza – chodzi o kilka niespłaconych kredytów, w tym jeden bardzo poważny kredyt hipoteczny.
G.L.: Najpoważniejsze jest to, że jest już komornik...
H.S.: No właśnie.
G.L.: Tak, to jest chyba największy problem.
H.S.: No i czy ten przypadek podpada pod upadłość konsumencką?
G.L.: Problem z upadłością konsumencką, a dokładniej z ustawą na ten temat, polega na tym, że ustawa jest po pierwsze bardzo restrykcyjna, a po drugie dosyć niejasno napisana, jak to niestety często bywa w naszym prawie. I w efekcie sami sędziowie mają problem z tym, jak to wszystko interpretować. Tam jest taki jeden zapis, który mówi, że jednym z takich kryteriów tego, czy ktoś może starać się o ogłoszenie upadłości konsumenckiej, jest to, czy w te długi popadł nie z własnej winy. No i teraz pytanie: co to może być „nie z własnej winy”.
W.M.: I jak to udowodnić.
G.L.: No, pewnie jakieś przypadki losowe to jest pewien element. Natomiast drugi problem to jest taki, że zanim się ogłosi tę upadłość, to trzeba w sądzie złożyć odpowiednie wnioski, trzeba zapłacić odpowiednie pieniądze, to kosztuje, więc w efekcie po pierwsze – większość takich wniosków jest odrzucana, a po drugie – z tego, co mi wiadomo, to są dosłownie pojedyncze jednostki w skali kraju, którym udało się tę upadłość ogłosić, a problem jest na pewno na tyle duży, że znacznie więcej osób się zgłasza. Tak że trudno mi jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, ale nawet gdyby ten pan się starał, to chociażby ze statystyki wynika, że niestety szanse są minimalne.
W.M.: No i tak jak pan powiedział, jak już jest komornik, no to sprawy zaszły za daleko.
G.L.: Tak, znaczy to na pewno jest dowód na to, że te kłopoty są bardzo duże, natomiast mówię – trzeba byłoby przejść całą procedurę sądową, i to jest dosyć trudne.
H.S.: Drugi problem – tysiąc złotych emerytury, czyli niewiele, dziesięć kredytów do spłacenia. Czy banki nie mogą zwrócić uwagę na taką sytuację i po prostu nie dawać kredytu osobom, o których wiadomo, że będą miały potem problem ze spłatą?
G.L.: My dosyć często dostajemy takie pytania. To jest taka trochę próba przerzucenia właśnie winy na banki, bo przecież nie musiały dawać.
H.S.: Przecież sprawdzają każdego klienta.
G.L.: Tak. Proszę pamiętać, że przy tak zwanych szybkich kredytach, często dawanych w piętnaście minut, bank weryfikuje dwie rzeczy. Po pierwsze – czy klient nie ma żadnych zaległości? Więc jeżeli klient ma dziewięć kredytów i bierze dziesiąty po to, żeby te dziewięć móc spłacić, i nie ma żadnych zaległości, to oznacza, że tę weryfikację przechodzi pozytywnie. Natomiast to, czy ma wystarczające zarobki do tego, żeby spłacać, w takich szybkich kredytach sprawdza się oświadczeniem. I tam klient oświadcza, że taką zdolność posiada. Więc w tego typu sytuacjach, jeżeli już wziął dziewięć kredytów, a oświadcza, że taką zdolność posiada, to tak naprawdę kłamie, oświadcza nieprawdę.
Więc patrząc z tego punktu widzenia, trzeba powiedzieć tak: oczywiście, że banki powinny kierować się ostrożnością i chociażby to, co się działo w czasie kryzysu, zwiększona ilość takich niespłacanych kredytów spowodowała, że banki w tej chwili zaostrzają te kryteria. Co więcej, Komisja Nadzoru Finansowego przygotowała odpowiednią rekomendację, która ma bankom pokazać, jak ostrzej, że tak powiem, tę zdolność kredytową oceniać. Ale zawsze pamiętajmy, że to jest odpowiedzialność dwóch stron. Tam przy tego typu kredytach klient, podpisując umowę, oświadcza, że będzie go stać na to, że ma wystarczające zarobki na to, żeby dany kredyt spłacić. I teraz pytanie: jak bank powinien to weryfikować?
W.M.: Za tydzień będziemy mówili o tym, co to jest właśnie zdolność kredytowa, jak można ją sobie wyliczyć, policzyć, czy to bank powinien, czy my jednak powinniśmy sami spróbować. A przez najbliższe pół godziny...
H.S.: ...telefon do państwa dyspozycji. Grzegorz Leśniak, nasz ekspert, również: 645-28-28, kierunkowy 22.
W.M.: I myślmy o tym, co będzie, jak będą gorsze czasy. Kto u nas pyta, nie zabłądzi.