La industria del miedo - tania naranjo Latin Trio - El Valle Rec. 2011

Płyta włożona do odtwarzacza przypomina nam o kurzącej się na półce płycie Mili Bermecho z Brazylii. Można powiedzieć, że to już było - skwitować tak kolekcję 12 utworów i położyć tuż obok brazylijskiej, ale jest w niej coś co każe ręce zatrzymać się w pół gestu, zasiąść głębiej w fotelu i zamknąć oczy wsłuchując się w hipnotyczny głos Tani.

Chilijska pianistka i śpiewaczka ma za sobą liczne muzyczne przygody - od symfonicznych prac Astora Piazzolli po ukłon w stronę muzyki eksperymentalnej. Jazz jest w licznych projektach propozycją wyważoną a trio fortepian, perkusja, bas, towarzyszące głosowi tani - absolutnie wystarczy.

Jeśli mam jednak wiązać tę muzykę z jakąś tradycję to może nie tyle z jazzem, choć latynoski rozdział w tej sztuce urasta do gigantycznych rozmiarów i zarówno inspiracji jak i interpretacji tu mnogość, ale przypomnieć pragnę ruch cancion nuevo, ruch poetycki, który bardziej kojarzy mi się z Chile niż jazz, który owszem Brazylia, Kuba, ale Chile jakoś nieśmiało nawiedza...

Dlatego też po przesłuchaniu płyty zastanawiam się, jak bardzo można mówić o zbliżeniu jazzu i poezji śpiewanej - jak wiele z lokalnych, ludowych, chilijskich akcentów przedostać się może dzięki Tani do jazzowego arsenału środków wyrazu.
Co do oczywistych odniesień, w jednym zutworów charango, w innym cajon a tak, jak już goście to trębacz, fligelhorn, więc nie ma tu aniutkich protez. Nawet, gdy pojawia się charango, to jest to zabieg podyktowany potrzebą takiego właśnie brzmienia a nie badziewnej folklorystyki. Zresztą w tym jednym utworze charango tworzy chyba nową historię tego instrumentu, jako sprzętu grającego na wskroś nowoczesnego...

Autorem muzyki jest oczywiście Tania a słowa wyszły spod pióra jej brata Pablo Naranjo Goldborne, który na codzień tworzy filmowe fabuły. Co do rodzinnych wątków - płyta dedykowana jest córeczce, Isaurze i babci Silvie.

Zachęcając państwa do słuchania, muszę powiezieć, że mam więcej pytań niżo dpowiedzi dotyczących tych utworów i zapewne o to właśnie chodzi, bo płyta pozostawia nas z przekonaniem, że dopiero wstępujemy na jakąś tajemniczą ścieżkę, obiecuje przygodę...
Tak więc ciekawe, że od podejrzenia o banał oddaliliśmy się tak daleko, że czekamy z niecierpliwością na kolejny brozdział opowieści...


podpis:

mail:

komentarz:

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników. Polskie Radio S.A. nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Komentarze zawierające wulgaryzmy (art. 3 Ustawy o języku polskim z dnia 7 października 1999r.), będą usuwane.