29.07.2011
Z lokalnego życia wzięteKomentarze (32587)
Ta książka przywędrowała do naszej redakcji z Gdańska, jej autor – Tomasz Słomczyński – jest lokalnym dziennikarzem, publikuje swoje teksty w „Dzienniku Bałtyckim”. Tytuł – „Zapytaj jeża i inne historie. 13 reportaży”.

Nie jest to chyba, niestety, książka dla osób, które źle znoszą historie smutne i trudne, jakie często przynosi nam życie. Jest to książka, można tak ją nazwać – kryminalna, choć nie mająca wiele wspólnego z powieściami Marka Krajewskiego czy Agaty Christie (może tu kolejność powinna być odwrotna, choćby z racji parytetu i dobrego wychowania). To są opowieści zaczerpnięte z prawdziwych, istniejących policyjnych i sądowych kronik, z więziennych ksiąg.
To, o czym pisze Słomczyński, zdarzyło się naprawdę. I to, co oczywiste, nie są historie z happy endem, niestety. Zbierane przez lata, nagradzane, dość powiedzieć, że autor, za jeden z zawartych w książce tekstów, „Na Baluba mówią: Żydzi”, otrzymał dwa lata temu Grand Prix w konkursie im. Macieja Szumowskiego.

Całość zaczyna się od opowieści o Kamilu Miszewskim. Tytułowy tekst, „Zapytaj jeża”, to historia wypadku i konsekwencji tego zdarzenia. Młody, student socjologii, wsiada, namówiony przez kolegów – po imprezie – za kierownicę. Ma dwa promile we krwi. Dochodzi do tragedii. Giną dwie osoby, w tym jego przyjaciel, Gucio, który interesuje się subkulturą więzienną. Pisze o tym Słomczyński tak: „Kiedy rozmawiają, Kamil słucha przyjaciela i jeszcze nie wie, że Guciowi zostało kilka godzin życia, a on sam za kilkanaście miesięcy będzie musiał podjąć decyzję: czy przystępuje do grypsujących czy nie”. Kamil, którego wina jest oczywista, trafia do więzienia i tam… postanawia skończyć studia. Pomaga mu w tym jeden z profesorów, radzi, w jaki sposób zachowywać się w celi, by w miarę spokojnie przetrwać ten czas. Czyni obserwacje, wszystko notuje, pisze pracę magisterską o środowisku więźniów. A gdy już wychodzi na wolność, zaczyna pisać doktorat… Przestępca – jak wielu go nazywa i co on sam rozumie – zostaje pracownikiem naukowym.
Jest też w książce „Zapytaj jeża” tekst, napisany wspólnie przez Słomczyńskiego i bohatera jego reportażu. To opowieść o więziennych praktykach, przed laty i dziś, o tym, do czego są w stanie posunąć się osoby siedzące za kratkami, jak umiejętnie i w sposób kontrolowany sobie zaszkodzić, by na chwilę wydostać się z celi. Nie jest to lektura przyjemna, ale naprawdę robi wrażenie.

Inne opowieści? Pisze Tomasz Słomczyński o kobietach, które odwiedzają swoich mężczyzn w więzieniach. Ich strój, wygląd, zachowanie zależy od stopnia pokrewieństwa. Pisze o matkach, które odwiedzają synów, są „raczej zaniedbane i bardziej zgnębione”. Ale są też żony, narzeczone czy – by trzymać się tu języka używanego przez funkcjonariuszy – konkubiny. One – jak pisze Słomczyński – są „odstawione, włosy głównie blond i balejaż, po solarium lub wysmarowane kremami samoopalającymi”. Wiele wyjaśnia już sam tytuł reportażu – „Na widzenie robię makijaż”. Wyznaje to Beata, która przez lata żyła z człowiekiem poszukiwanym przez policję. Ona o niczym nie wiedziała… Kocha, pisze listy, trwa. To ciekawy tekst o tym, jak można reagować na dość nietypową rozłąkę z ukochaną osobą.

Żeby jednak nie było tak całkowicie smutno i monotematycznie. W zbiorze „Zapytaj jeża” są także teksty o: mrówkach, czyli osobach, które zajmują się przemytem – z terenu Obwodu Kaliningradzkiego do Polski (to często jedyny sposób, by zarobiły pieniądze zapewniające utrzymanie), jest reportaż o pewnym gdańskim profesorze, który – tu użyję kolokwialnego określenia z tekstu – oblewa studentów, z czego uczelnia czerpie całkiem niezłe zyski. Jest wreszcie tekst, o którym niegdyś już opowiadaliśmy na antenie – „Tylko łosoś nie bierze”. Świetny, całości nie zdradzę – zacytuję jedynie początek:
„Jak Pan myśli, gdzie znajdzie się przedsiębiorca, który wykrył, że prawie cała jego załoga okrada go od kilku lat?” „Nie wiem, pójdzie do prokuratora?” – odpowiada Tomasz Słomczyński. „Owszem, pójdzie, ale zaraz potem zasiądzie na ławie oskarżonych”

Jak pokazuje książka Tomasza Słomczyńskiego, czasem warto sprawdzić, co dzieje się w poszczególnych częściach kraju, bo można się przy okazji przekonać, że także tam zdolnych i wciąż młodych (autor ma dopiero 35 lat ) reporterów nie brakuje. Naprawdę dobrze napisane, czyta się „Zapytaj jeża” szybko, tematy – choć nie do końca przyjemne – wciągają.


Tomasz Słomczyński, "Zapytaj jeża i inne historie. 13 reportaży", Wydawnictwo Area 2011
Więcej »Komentarze (32587)
22.07.2011
ZapomnianiKomentarze (4)
Wakacje mamy w pełni, więc rynek wydawniczy nieco uśpiony, wszyscy przygotowują się do tego, by jesienią zasypać nas nowościami, ma się ukazać wiele od dawna oczekiwanych czy też obiecanych tytułów. No ale my, w redakcji, nie ustajemy w poszukiwaniach ciekawej lektury na lato – zwłaszcza, że kiedy, jeśli nie latem, mamy czas na spokojne czytanie w warunkach sprzyjających..?

I zdaje się, że udało się natrafić na coś interesującego. Tu muszę zaznaczyć od razu – nie mamy do czynienia ze znanym pisarzem, nie chodzi o przełomowe dzieło literackie, a o książkę, która wzięła się z… bloga. To nie jest pierwszy taki przypadek w Polsce, mieliśmy już Bazylka, mieliśmy „Dziennik ciężarowca” (o tym, jak mężczyzna przygotowuje się na przyjście na świat potomka, pisał Tomasz Kwaśniewski). Zaczynało się w sieci, a potem znalazło się na papierze. Tak się stało także w przypadku Mateusza Biskupa – pseudonim „Biszop”, tak z angielska. Nie znałem go wcześniej, nie natrafiłem w sieci na jego stronę, ale na tzw. skrzydełku okładki książki przeczytałem, że jest Poznaniakiem, który kilka lat temu przeniósł się do Szkocji, zajmuje się „wyławianiem” – w przenośni, oczywiście – inżynierów dla przemysłu naftowego. Od razu Państwa i Pana uspokoję – to nie jest książka (i to nie jest blog) o platformach wiertniczych czy o tym, z czego powstaje benzyna. To jest książka o… zapomnianych bohaterach – dokładny tytuł: „Śladami zapomnianych bohaterów”.

Myślę, że nie jestem jedyną osobą, którą przekonuje wyznanie Biskupa vel „Biszopa”. Informuje na początku książki: „Piszę bloga, ponieważ uważam za smutny, fakt, że dla młodego pokolenia autorytetami są celebryci, a postaci prawdziwych bohaterów pokrywa kurz zapomnienia. Mam nadzieję, że ta książka przyczyni się do odkurzenia biografii tych wspaniałych ludzi, którym wszyscy zawdzięczamy bardzo wiele…” Spotykamy kilkanaście, spośród dziesiątek tych osób, już na okładce. To bohaterowie tekstów Biskupa, ludzie, którzy zdecydowanie zasłużyli na to, by o nich pamiętać, a dziś nawet ich twarze większości spośród nas niewiele lub nic nie mówią. I jeszcze jedna ważna informacja – blog pana Mateusza, „Zapiski z Granitowego Miasta”, będący efektem jego własnych studiów historycznych, zwyciężył w roku 2010 w konkursie na Blog Roku w kategorii „Moje zainteresowania i pasje”.

To teraz zajrzyjmy już do książki. Składa się z tekstów krótkich, kilkustronicowych. Autor wcale nie udaje, że jest badaczem, historykiem, dzieli się z czytelnikiem swoimi odkryciami, opisuje ludzi, których życiorys zrobił na nim ogromne wrażenie. Bardzo dużo tu opowieści z czasów II wojny światowej – ten okres Biskupa vel „Biszopa” bardzo interesuje – ale są i historie dawne, sięgające czasów Rzeczpospolitej Obojga Narodów (nie są to zresztą opowieści o Polakach jedynie). Dużo miejsca w swych tekstach poświęca bohaterom z Powstania Warszawskiego. W „Śladami zapomnianych bohaterów” poznajemy tych, którzy do końca walczyli w dogorywającym mieście. Był wśród nich Australijczyk, o istnieniu którego mało kto dziś pamięta. Walter Edward Smith najpierw uciekł z obozu jenieckiego pod Toruniem – trafił tam po upadku Krety, której bronił wraz z wojskami alianckimi, potem cudem przedostał się do Warszawy,  by w czasie zrywu powstańczego walczyć ramię w ramię z innymi, apelował też na falach podziemnej radiostacji do zachodnich rządów o pomoc dla bohaterskiego miasta. Ocalał, wrócił do Australii, gdzie po latach otrzymał Krzyż Powstańczy.

Jest też – mnie do niedawna zupełnie nieznana – opowieść, już nie z Powstania, ale wojenna – o doktorze Eugeniuszu Łazowskim, który wraz z innym lekarzem przechytrzył Niemców. W rejonie Stalowej Woli, Rozwadowa i innych miasteczek i wsi wywołali oni „sztuczną” epidemię tyfusu plamistego. Odkryli, że wstrzyknięcie niegroźnej bakterii Proteus OX19, powoduje, że poddana badaniom krew człowieka wskazuje na obecność w organizmie tej groźnej choroby. Hitlerowcy bali się zarazy jak mało czego. W ten sposób lekarz uratował przed śmiercią być może nawet kilkadziesiąt tysięcy osób – w tym znaczną część Żydów z okolic Stalowej Woli. Niesamowite, prawda?

A to przecież, gdy idzie o tę książkę, zaledwie wierzchołek góry lodowej. Bo ilu spośród nas słyszało o agencie 033B? Był nim Polak, Jerzy Iwanow-Szajnowicz, znakomity pływak, zresztą w roku 1937 mistrz Polski (zespołowo). Działał w Grecji, bo tam mieszkała z nowym mężem jego matka i tam zastał go wybuch wojny. Zwerbowany przez Brytyjczyków… wysadzał okręty szkoleniowe i podwodne. W nocy podpływał do stojących w porcie jednostek, mocował na nich bomby magnetyczne, a po odpłynięciu na bezpieczną odległość – detonował ładunki. Stworzył też znakomicie działającą siatkę szpiegowską, był – jak pisze Biskup – „demonem zniszczenia”. Nim bohatersko zginął – uciekł nawet plutonowi egzekucyjnemu! – zdołał swym działaniem pokrzyżować wiele niemieckich planów.

Ponad sto opowieści – od tych wojennych, przez losy osiadłych w Polsce Tatarów, których potomkowie – o tym też pewnie mało kto wie – byli zaufanymi żołnierzami marszałka Piłsudskiego po człowieka, który nie rozpętał III wojny światowej i nie wystrzelił rakiet balistycznych na Stany Zjednoczone w chwili, gdy zaszwankowały radzieckie czujniki – w roku 1983. Od tragicznej opowieści o Romeo i Julii z Auschwitz przez Lady Sniper – czerwonoarmistkę po polskiego mudżahedina walczącego w Afganistanie. Wszystkie te opowieści, wyszperane, odnalezione przez „Biszopa”, czyli Mateusza Biskupa, najpierw opublikowane na jego blogu, teraz dostajemy zebrane w książce „Śladami zapomnianych bohaterów”. Gdyby te historie trafiły do Hollywood, pewnie powstałoby na ich bazie wiele wysokobudżetowych i pełnych patosu filmów. Dlatego może lepiej sięgnąć po tę książkę – autor niczego nie udaje, pisze prostym językiem, a jest ciekawie i nie można się oderwać.


Mateusz "Biszop" Biskup, "Śladami zapomnianych bohaterów", Wydawnictwo Vesper 2011
Więcej »Komentarze (4)