04.10.2010
Matematyka w służbie politykiKomentarze (23)
Na mojej ulicy są dwie budki z hot dogami. Przenośne. Sprzedawcy starają się tak postawić swoje budki, by każdy mieszkaniec mojej ulicy miał jak najbliżej do jego budki.  Dynamika przestrzeni fazowej nieubłaganie pcha ich do środka, do jednego punktu. W efekcie klienci mają nie tyle równie blisko, co równie daleko do ulubionych hot dogów.

Pozornie sprzedawcy hot dogów zwiększają szanse na obsłużenie większej liczby klientów. Jednak w rzeczywistości nic takiego się nie dzieje.

Przestrzeń fazowa Poincarego wyznacza wszystkie możliwe położenia układu dwóch sprzedawców hot dogów. Jeśli odległość każdego z nich od początku ulicy opiszemy jako x i y, to gdy stworzymy wykres, na którym na osi 0X oznaczymy pozycję jednego sprzedawcy na osi 0Y drugiego to przestrzeń wyznaczona przez te dwie wartości będzie zawierać wszystkie możliwe położenia dynamicznego układu dwóch sprzedawców.

Z punktu widzenia smakoszy hot dogów najkorzystniejsze jest, by pierwszy sprzedawca postawił swoją budkę w ¼ odległości od rogu ulicy a drugi w ¾. Wówczas każdy miałby równą odległość  do budek. Jednak w przestrzeni fazowej drugi sprzedawca ma teoretycznie więcej klientów niż pierwszy. Dlatego obaj starają się ustawić po środku ulicy. Teraz wszyscy mają równie daleko do hot dogów. A żaden ze sprzedawców wcale nie zwiększył liczby potencjalnych klientów.

Ustawienie się po środku ulicy powoduje, że każdy ze stałej liczby smakoszy hot dogów ma dalej do budki. Musi przejść połowę długości całej ulicy a nie tylko jedną czwartą, gdyby budki stały w ¼ i ¾ długości.

Te same mechanizmy obowiązują nie tylko sprzedawców hot dogów, ale także polityków. A dokładniej polityków, którzy nie znają pojęcia przestrzeni fazowej.

Jeżeli porównamy rozkład elektoratu do mojej ulicy a partie polityczne do sprzedawców hot dogów to oczywiste jest, że jedna z partii powinna ustawić się w jednej czwartej, a druga w trzech czwartych od prawej skrajności.  Wtedy każda z nich „zagospodarowuje” równy elektorat. Po jednej czwartej z prawej i lewej strony jej „poglądów”. Usadowienie się bardziej na prawo od centrum nie oznacza wcale, że pozbawiamy się większości elektoratu. Wyborcy od skrajnej prawicy do prawicy mają tak samo blisko do naszej partii, co wyborcy od centrum do prawicy. Odpowiednio wyborcy od skrajnej lewicy do konkurencyjnej partii mają równie blisko co wyborcy od centrum do konkurencyjnej partii.

Błąd „liberałów” PIS polegał na tym, że nie rozumieli przestrzeni fazowej Poincarego. Prawicowa radykalizacja PiS powoduje, ze zyskuje on zwolenników.  Przesuwanie się do centrum powoduje, że tym z prawej strony jest zwyczajnie dalej do „swoich” poglądów. A tym z lewej wcale nie jest bliżej. Są w równej odległości od centrum.

Dlaczego zatem Janusz Palikot próbuje „usadowić” się tak bardzo na lewo? Jego działanie powoduje, ze środek ulicy de facto przesuwa się w prawo. A jednocześnie zmniejsza się dystans od lewej do Palikota i od prawej do Palikota. Pojawienie się „Nowoczesnej Polski” polityka z Lublina oznacza, że z matematycznego punktu widzenia ów środek „ulicy” przesuwa się w prawą stronę. Czyli dla elektoratu PiS zostaje „,mniej miejsca”.

Jedno trzeba przyznać sztabom PO i PiS, że zrozumieli istotę przestrzeni fazowej Poincarego. Czy cokolwiek dobrego wyniknie z tego dla państwa? To już temat na zupełnie osobny artykuł.

 

Więcej »Komentarze (23)
04.05.2010
Dziwny jest ten internetKomentarze (2)

Może nie jestem normalny, ale lekturę gazet papierowych z reguły zaczynam od przeglądania ogłoszeń drobnych. Jak mi przypadkiem wpadnie w ręce stara, poczciwa celulozowa płachta, to jest to najlepsza lektura. Pamiętam wiele lat temu w Warszawie moją ulubiona była pewna lokalna gazeta, która normalnie była wyjątkowo nudna, ale sekcja z ogłoszeniami wywoływała u mnie rumieniec na policzkach. Kilka z ogłoszeń, szczególnie z działu „towarzyskie” utkwiło mi w pamięci do dziś. Niektóre brzmiały, jak reklamy amerykańskich horrorów klasy F: „Gorejąca czeluść. Prywatnie. Dojadę”, albo, jak prośba o wsparcie upadającej nauki polskiej: „Początkująca studentka. Oral, anal bez – kończysz gdzie chcesz” Do dziś nie wiem, po co był ten bez. Choć to w sumie ładne kwiaty.

Ostatnio przeglądając w celach służbowych przestrzenie Internetu natrafiłem na ciekawy artykuł w jednym z angielskich, szacownych dzienników poświęcony fenomenowi craigslist.org. Autor zastanawiał się, jaka jest tajemnica tego „badziewnego i archaicznego serwisu” - serwisu z ogłoszeniami drobnymi, który jako jeden z nielicznych uzyskał wzrost wejść na swoje strony i to wzrost imponujący, bo aż 12 procentowy.

Zaciekawiony zaciekawieniem brytyjskiego autora otworzyłem stronkę i moim oczom ukazał się nieprawdopodobnie „badziewny i archaiczny” layout. Setki niebieskich nazw miast i państw, bez ładu i składu podzielonych według tylko autorom znanych kryteriów na kraje i terytoria. Wygląda to jak tabelka Excela wrzucona do sieci, w dodatku autorom nie bardzo się chciało wiersze i kolumny uporządkować. Tylko, jak im przyszło do głowy, tak wpisali. Masakra – pomyślałem. Tylko w Ameryce można na coś takiego złapać idiotów, którzy będą tam wchodzić.

Zniechęcony wyglądem craigslist.org wracam do tekstu w szacownym brytyjskim dzienniku i dowiaduje się, że założyciel serwisu niejaki Craig Newmark jest antykorporacyjny, staromodny, nie ujawnia co robi z pieniędzmi (a według autora ma ich tyle, że nie ma tylu zer w matematyce na poziomie współczesnego liceum), bo ponoć nic z nimi nie robi (tzn. nie wydaje na widoczne oznaki posiadania pieniędzy) i generalnie ma wszystko w dupie.

Ponadto, firma prowadząca craigslist.org nie pasuje kompletnie do współczesnych standardów odnoszących sukcesy firm technologicznych. Jej właściciele nie planują wakacji w kosmosie, (jak w Google), nie prowadzą inkubatorów przedsiębiorczości technologii sekwencjonowania DNA, czy tam coś tam, coś tam…(jak Google), nie latają nawet własnymi odrzutowcami po całym świecie oferując wsparcie dla głodujących w Sudanie czy innej Czeczenii! (jak Google i inni…)

To wstrząsające, myślę sobie. Tym bardziej zaczynają mnie interesować. Taka pogarda dla ustalonych jednak, bądź co bądź standardów współczesnej nowoczesnej technologii musi z czegoś wynikać.

Wpisuje w Google (ha! Jednak!) nazwiska właścicieli craigslist.org i widzę dwóch podejrzanych typów, którzy bardziej pasują do bohaterów kultowego serialu Starsky and Hutch (jeden ponoć był Polakiem, ale nie wiem aktor czy bohater…) niż do rekinów web2.0 beta 3.0.

Zaintrygowany do granic wytrzymałości neuronów przełamuje obrzydzenie dla „badziewności i archaiczności” craigslist.org i zaczynam przeglądać jej zawartość.

Jest Link do stron „poland” (wow!)

Ktoś wynajmuje mieszkanie. Sprzedaje rower. Ładny pokój na przyjaznej dziewczyny. Szuka miła para on 25, ona 20. No ładnie… myślę sobie. Ale nieco znudzony przeszukiwaniem standardowych ogłoszeń drobnych klikam w „best-of”. (ciekawe ,  najlepsze z ogłoszeń? Czyżby super-okazje?)

I już rozumiem, na czym polega fenomen craigslist.org.

Zanim dostałem się do najlepszych ogłoszeń przeczytałem, że te zamieszczone poniżej mogą być:

    * Drastycznie seksualne
    * Obraźliwe
    * Defekacyjne (scatological – proszę sprawdzić w dobrym słowniku)
    * Niesmaczne (nic dziwnego, patrz wyżej)
    * Oraz nie/lub bardzo śmieszne

Serwis prosi także, by poinformować moderatorów o materiałach, które nie są oryginalne, oraz zwraca uwagę osobom poniżej 18 roku życia, by natychmiast zrezygnowały z używania tej sekcji serwisu.

Czego się można dalej spodziewać, myślę, że każdy już się domyślił. Bevis i Butthead to przy tym pestka.

Oto próbka:

We wtorek, o 9 rano biegłam, żeby zdążyć na pociąg. Nie byłam zresztą jedyna. Widziałam Cię biegnącego w dół schodów do metra, tuż przede mną. Biegłeś bardzo szybko i zderzyłeś się ze słupem podtrzymującym sklepienie. Twoja sztuczna ręką (proteza) odpadła, a Ty biegłeś dalej.

Dogoniłeś pociąg, ja niestety nie. Wszystko, co mi zostało, to twoja urocza (lovely???) ręka. Połyskująca w letnej bryzie. Pachniała drzewem i olejem sandałowym (saddleneck oil- chyba).

Jest teraz u mnie. W pokoju stołowym. Stoi w koszyku w hallu, razem z parasolkami i czymś tam (digeridoo).

Skontaktuj się ze mną. Chciałabym spotkać się z resztą Ciebie

Susan.

Więcej na www.craigslist.org/about/best/nyc

Więcej »Komentarze (2)