09.11.2011
Nie jestem tolerancyjnyKomentarze (7)Julia Pitera oskarżona przez Roberta Biedronia o nietolerancję musi się tłumaczyć z epatowania na swojej stronie internetowej informacjami o rodzinie! Tak. Epatowania, a nie informowania. Poinformował o tym dwudniowy poseł w obecności jednoosobowego składu sędziowskiego. Arbitrem była Monika Olejnik. Arbitrem, który nawet nie starał się ukrywać swojej sympatii. Zatem posłanka powinna się wstydzić, że poseł Biedroń tego (chwalić się rodziną) zrobić nie może. Świat zwariował.
Obydwoje posłowie, w czasie wymiany zdań, złożyli deklaracje, że są tolerancyjni. Jednak tolerancyjność posłanki Pitery nie została uznana ze względu na inne oceny niż prezentowane przez posła Biedronia. Ponadto posłanka została uznana za agresywną.
Kiedy Marek Jurek publicznie wielokrotnie mówił o tym, że przyjdzie czas ukrywania swoich tradycyjnych przekonań i preferencji, uważałem to za bardzo przesadzony zabieg publicystyczny. Niestety. Stało się i - jak myślę – ciąg dalszy nastąpi.
Czy zatem ja też mam już zacząć wstydzić się swojej heteroseksualności, swojej żony (kobiety!), swoich dzieci? Czy każda moja publiczna wypowiedź na temat rodziny zostanie uznana za naruszenie praw mniejszości? Gdzie są granice obłędu w jaki możemy zostać wpędzeni?
Postawiona do kąta posłanka Julia Pitera, dzielnie się broniła w imię poprawności politycznej, z lekka tylko oddając pole. Nic z tej rozmowy nie wynikło poza niesmakiem. Nie było kropki nad „i”.
Ja do kąta postawić się nie dam (uprzedzam, gdyby ktoś chciał mnie tam postawić) i nie pozwolę żeby ktoś mówił mi jak mam myśleć i co jest właściwe, a co nie, bo tak wypada!
Jeśli tolerancja ma polegać na tym, że mam akceptować każdą brednię tylko dlatego, że wygłasza ją ktoś o innej orientacji seksualnej, to ja nie jestem i nie będę tolerancyjny.
Więcej »Komentarze (7) 08.09.2011
Szczęśliwy kraj, szczęśliwi obywatele…..Komentarze (5)Od kilku dni coraz głośniej jest o problemach finansowych rodziców posyłających dzieci do przedszkola. Państwowe przedszkola w Polsce są bezpłatne. Może nie ma ich tyle, ile potrzeba, ale w przeciwieństwie do prywatnych – przynajmniej w teorii – są wolne od opłat. W praktyce jednak rodzice zawsze płacili za pobyt dzieci w przedszkolu. Opłata stała, opłata za gimnastykę korekcyjną, za angielski, za plastykę, itd. Tak było do tej pory. Niemało to kosztowało, ale jeśli chcieliśmy dać dziecku więcej możliwości, to nie było wyjścia. W tym roku szkolnym rodzice przedszkolaków ( w tym i ja ) przeżyli prawdziwy szok. W niektórych gminach opłaty za przedszkole wzrosły nawet o sto procent!
Nikt nas nie uprzedził. Wszystko stało się po cichu. Klasyk Kwinto powiedziałby – trzeba było uważać… Oczywiście. Nie uważam wcale, że wszystko ma być za darmo, ale sposób naliczania opłat dodatkowych jest dość dziwny. Na przykład dowiedziałem się, że bezpłatna opieka nad dzieckiem obejmuje czas od godz.8.00 do 13.00. Wszyscy przecież pracujemy właśnie w tych godzinach. Osiągnęliśmy zatem poziom życia, w którym praca jest jedynie dodatkiem i wykonujemy ją dla przyjemności i właściwie tylko dlatego żeby się nie nudzić w czasie pobytu naszego dziecka w przedszkolu… Przecież to jakaś bzdura. Nie dziwię się rodzicom, którzy reagują agresywnie na takie właśnie i temu podobne przesłanki działań władz samorządowych. Na naszej, Jedynkowej stronie, można znaleźć zapis dźwiękowy z próby wyjaśnienia tych działań. Niecierpliwych już tu informuję:
„A wszystkiemu winne są zmiany w ustawie o systemie oświaty wprowadzone 1 września 2010 r. Nowelizacja zmieniła definicję przedszkola publicznego. Zapisano w niej, że przedszkole publiczne to placówka, która zapewnia bezpłatne nauczanie, opiekę i wychowanie w czasie ustalonym przez organ prowadzący, ale nie miej niż pięć godzin dziennie. Samorządy za resztę godzin wprowadziły opłatę, tłumacząc, że wymusza to na nich zmiana w ustawie. Zdaniem rzecznika Ministerstwa Edukacji Narodowej zmiany w ustawie nie mają żadnego wpływu na wysokość opłat. – Wprowadziliśmy przepis mówiący o tym, że rodzic ma wiedzieć, za co płaci. To jest jedyna zmiana w ustawie i nie ma żadnego wpływu na wysokość opłat pobieranych przez samorządy – twierdzi Grzegorz Żurawski. I tak - rodzice już wiedzą, za co płacą.”
Czy teraz już Państwo Wiedzą o co chodzi?
Konia kują…..
Więcej »Komentarze (5)